*******************************************
Już o ósmej rano usłyszałam szczekanie psów na podwórku. Czyżby rodzice wrócili? Powlokłam się do okna – rzeczywiście, przyjechali. Zobaczyłam, jak wchodzą do domu w garniturze i sukience. Ciekawe, gdzie byli. Wciąż ospała wciągnęłam na nogi dżinsy i związałam moje blond włosy gumką, po czym stoczyłam się po schodach prosto do kuchni. Mama rozpakowywała zakupy na stole, tata robił kawę.
-Gdzie byliście? -Spytałam lekko zdezorientowana.
-U cioci Mariny na ślubie. Przecież ci mówiliśmy, że jedziemy -odpowiedziała mama.
-Aha. Zrobiliście zakupy? -Chciałam zmienić temat.
-Tak, na obiad będzie zapiekanka.
-Co wczoraj robiłaś Ellie? Nakarmiłaś zwierzęta? -Do rozmowy włączył się tata.- Nie głodowały?
-Nie tato, aż tak okrutna nie jestem -zaśmiałam się. Wtedy przypomniało mi się o czymś ważnym.- Wczoraj znalazłam w internecie taką fajną szkółkę jeździecką. Może byśmy się do niej wybrali?
-A co cię tak nagle naszło na konie, co? -Spytała nieco zdziwiona mama. Wszystkie produkty już były w lodówce.
-Nie wiem, po prostu pomyślałam, że fajnie by było wrócić do jeździectwa.
-Nie jestem pewien, czy to dobry pomysł.
-Oj, tato! Dlaczego? -Spytałam. Byłam gotowa się kłócić.
-Ostatni raz jeździłaś chyba jako dziecko.
-Wiem to, dlatego właśnie chciałabym znów zacząć jeździć.
-No dobrze -westchnął tata.- Później obejrzę tę stronę. A masz w ogóle pieniądze?
-Mam, starczy na jazdę. To w końcu tylko trzydzieści dolarów -powiedziałam.
-Trzydzieści? -Zdziwił się tata.- A za ile, za pół godziny?
-Godzinę -powiedziałam, jakby to była moja zasługa.- Płacisz trzydzieści, jeździsz godzinę, a później przez cały tydzień jesteś szczęśliwy!
Chyba przekonałam tym tatę, bo uśmiechnął się pod nosem. Świetnie, czyli nie dalej niż za godzinę będę wiedzieć, czy wracam do jeździectwa. Bardzo się ucieszyłam, że postawiłam na swoim. To chyba o czymś świadczy? Odwzajemniłam uśmiech i przytuliłam najpierw tatę, później mamę. Strasznie się ucieszyłam.
Tak jak się spodziewałam, godzinę później, kiedy rodzice ogarnęli się po ślubie, przyszli do mojego pokoju. Opowiedziałam im wszystko co wiedziałam o Wiśniowej Dolinie, a później pokazałam stronę internetową.
-Niemożliwe, żeby to była ich stajnia -powiedział nieprzekonany tata.- To na pewno zdjęcia z Google, a ta Dolina to rudera...
-To samo pomyślałam na początku! Ale przeczytałam chyba wszystkie komentarze i opinie na ich temat, jakie można znaleźć w Internecie i wszyscy mówią to samo. -Próbowałam go przekonać. Po jego minie wywnioskowałam, że mi się udało. Uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił uśmiech.
-Mówisz, że trzydzieści? -Spytał, wyjmując z kieszeni banknoty.
-Trzydzieści i ani grosza więcej.
-Trzymaj. Umów się z nią na jutro, najlepiej na wieczór -powiedział, podając mi pieniądze.
-Dziękuję! -Krzyknęłam i zawisłam mu na szyi. Miałam w końcu powód – wracam do jeździectwa! Moje szczęście nie miało końca, miałam ochotę powiedzieć to wszystkim na świecie: Ellie Carter wraca do jazdy konnej! Ale wtedy sobie przypomniałam, że nadal nie mam stroju. W takim razie muszę coś wykombinować.
Otworzyłam swoją pojemną szafę i wyjęłam kilka rzeczy. I tu pojawił się pierwszy problem: założyć dżinsy czy legginsy? Hm. Ostatecznie wybrałam legginsy, bo są wygodniejsze, fioletowy sweter, podkolanówki oraz trampki. Kask na pewno dostanę w stajni, a palcat raczej nie będzie mi potrzebny, ponieważ miałam zamiar jeździć na lonży.
O godzinie jedenastej postanowiłam zadzwonić do Wiśniowej Doliny. Odszukałam karteczkę z numerem i drżącymi rękoma wpisałam go do telefonu, zawahałam się, po czym wcisnęłam zieloną słuchawkę.
O matko! Zrobiłam to! Właśnie odmieniam swoje życie.
-Halo? -Usłyszałam w słuchawce przyjemny głos, głos anioła, który sprowadził mnie na ziemię.
-Dzień do-dobry -powiedziałam mocno zestresowana. Nagle w jednej chwili zapomniałam, co chciałam powiedzieć, a przecież szykowałam przemowę przez cały dzień.- Czy to Wiśniowa Dolina?
-Tak -usłyszałam. Oczekiwałam, że osoba po drugiej stronie słuchawki będzie wiedzieć, co chcę i powie wszystko to, czego ja nie mogłam wydusić z zaciśniętego gardła.
-Chciałam spytać... Bo ja jestem Ellie Carter i... Czy jutro... Na jazdę...
Usłyszałam śmiech. Ale nie taki wredny, czy niecierpliwy, tylko miły śmiech miłej osoby.
-Dobrze, Ellie Carter, więc na którą godzinę chcesz przyjechać? -Spytała. W tamtym momencie zaczęłam się rozluźniać.
-Tata powiedział, że najlepiej wieczorem.
-Oczywiście, godzina siedemnasta wam pasuje? -Powiedziała.
-Jasne, znaczy... Tak, bardzo dziękuję. Będę na siedemnastą.
-Będę czekać -usłyszałam jej ciepły głos. Będzie na mnie czekać.
-Gdzie byliście? -Spytałam lekko zdezorientowana.
-U cioci Mariny na ślubie. Przecież ci mówiliśmy, że jedziemy -odpowiedziała mama.
-Aha. Zrobiliście zakupy? -Chciałam zmienić temat.
-Tak, na obiad będzie zapiekanka.
-Co wczoraj robiłaś Ellie? Nakarmiłaś zwierzęta? -Do rozmowy włączył się tata.- Nie głodowały?
-Nie tato, aż tak okrutna nie jestem -zaśmiałam się. Wtedy przypomniało mi się o czymś ważnym.- Wczoraj znalazłam w internecie taką fajną szkółkę jeździecką. Może byśmy się do niej wybrali?
-A co cię tak nagle naszło na konie, co? -Spytała nieco zdziwiona mama. Wszystkie produkty już były w lodówce.
-Nie wiem, po prostu pomyślałam, że fajnie by było wrócić do jeździectwa.
-Nie jestem pewien, czy to dobry pomysł.
-Oj, tato! Dlaczego? -Spytałam. Byłam gotowa się kłócić.
-Ostatni raz jeździłaś chyba jako dziecko.
-Wiem to, dlatego właśnie chciałabym znów zacząć jeździć.
-No dobrze -westchnął tata.- Później obejrzę tę stronę. A masz w ogóle pieniądze?
-Mam, starczy na jazdę. To w końcu tylko trzydzieści dolarów -powiedziałam.
-Trzydzieści? -Zdziwił się tata.- A za ile, za pół godziny?
-Godzinę -powiedziałam, jakby to była moja zasługa.- Płacisz trzydzieści, jeździsz godzinę, a później przez cały tydzień jesteś szczęśliwy!
Chyba przekonałam tym tatę, bo uśmiechnął się pod nosem. Świetnie, czyli nie dalej niż za godzinę będę wiedzieć, czy wracam do jeździectwa. Bardzo się ucieszyłam, że postawiłam na swoim. To chyba o czymś świadczy? Odwzajemniłam uśmiech i przytuliłam najpierw tatę, później mamę. Strasznie się ucieszyłam.
Tak jak się spodziewałam, godzinę później, kiedy rodzice ogarnęli się po ślubie, przyszli do mojego pokoju. Opowiedziałam im wszystko co wiedziałam o Wiśniowej Dolinie, a później pokazałam stronę internetową.
-Niemożliwe, żeby to była ich stajnia -powiedział nieprzekonany tata.- To na pewno zdjęcia z Google, a ta Dolina to rudera...
-To samo pomyślałam na początku! Ale przeczytałam chyba wszystkie komentarze i opinie na ich temat, jakie można znaleźć w Internecie i wszyscy mówią to samo. -Próbowałam go przekonać. Po jego minie wywnioskowałam, że mi się udało. Uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił uśmiech.
-Mówisz, że trzydzieści? -Spytał, wyjmując z kieszeni banknoty.
-Trzydzieści i ani grosza więcej.
-Trzymaj. Umów się z nią na jutro, najlepiej na wieczór -powiedział, podając mi pieniądze.
-Dziękuję! -Krzyknęłam i zawisłam mu na szyi. Miałam w końcu powód – wracam do jeździectwa! Moje szczęście nie miało końca, miałam ochotę powiedzieć to wszystkim na świecie: Ellie Carter wraca do jazdy konnej! Ale wtedy sobie przypomniałam, że nadal nie mam stroju. W takim razie muszę coś wykombinować.
Otworzyłam swoją pojemną szafę i wyjęłam kilka rzeczy. I tu pojawił się pierwszy problem: założyć dżinsy czy legginsy? Hm. Ostatecznie wybrałam legginsy, bo są wygodniejsze, fioletowy sweter, podkolanówki oraz trampki. Kask na pewno dostanę w stajni, a palcat raczej nie będzie mi potrzebny, ponieważ miałam zamiar jeździć na lonży.
O godzinie jedenastej postanowiłam zadzwonić do Wiśniowej Doliny. Odszukałam karteczkę z numerem i drżącymi rękoma wpisałam go do telefonu, zawahałam się, po czym wcisnęłam zieloną słuchawkę.
O matko! Zrobiłam to! Właśnie odmieniam swoje życie.
-Halo? -Usłyszałam w słuchawce przyjemny głos, głos anioła, który sprowadził mnie na ziemię.
-Dzień do-dobry -powiedziałam mocno zestresowana. Nagle w jednej chwili zapomniałam, co chciałam powiedzieć, a przecież szykowałam przemowę przez cały dzień.- Czy to Wiśniowa Dolina?
-Tak -usłyszałam. Oczekiwałam, że osoba po drugiej stronie słuchawki będzie wiedzieć, co chcę i powie wszystko to, czego ja nie mogłam wydusić z zaciśniętego gardła.
-Chciałam spytać... Bo ja jestem Ellie Carter i... Czy jutro... Na jazdę...
Usłyszałam śmiech. Ale nie taki wredny, czy niecierpliwy, tylko miły śmiech miłej osoby.
-Dobrze, Ellie Carter, więc na którą godzinę chcesz przyjechać? -Spytała. W tamtym momencie zaczęłam się rozluźniać.
-Tata powiedział, że najlepiej wieczorem.
-Oczywiście, godzina siedemnasta wam pasuje? -Powiedziała.
-Jasne, znaczy... Tak, bardzo dziękuję. Będę na siedemnastą.
-Będę czekać -usłyszałam jej ciepły głos. Będzie na mnie czekać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz